Czy można wykorzystać Holokaust jako analogię do eksploatacji zwierząt?

1. Burza o obraz

W ciągu ostatnich paru dni, na polskich mediach społecznościowych przetoczyła się burza dotycząca obrazu australijskiej prozwierzęcej aktywistki Jo Frederiks zestawiającego Holokaust z hodowlą bydła.

Grafika zatytułowana „When will we ever learn” (Kiedy wreszcie się nauczymy) przedstawia krowy ubrane w obozowe pasiaki, z naszytą Gwiazdą Dawida. Zwierzęta stoją jedno za drugim na tle pomarańczowej ściany zaplamionej spływającą krwią. Po lewej stronie, tam gdzie nie ma już ściany, na czarnym tle widać powieszone za nogi krowy. Z gardła jednej z nich leci krew.

2. Udostępnienia obrazu

Obraz został udostępniony 19 stycznia 2020 przez fejsbukowy profil Białe Kłamstwa prowadzony przez Fundację Viva Akcja dla Zwierząt. Następnie na Twitterze udostępniła go europosłanka Sylwia Spurek powołując się na Białe Kłamstwa. Co istotne w dalszym odbiorze tego zdarzenia, to fakt, że stało się to na parę dni przez 75. rocznicą wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu.

Skąd wiem o tych udostępnieniach? Nie widziałam ani postu Białych Kłamstw na Facebooku, ani tweeta Sylwii Spurek. Natknęłam się na sprawę dopiero na fejsbukowym profilu Sylwii Spurek, która udostępniła tam swojego tweeta. Tweet brzmiał i wyglądał tak:

3. Spurek trzyma, Białe Kłamstwa odpuszczają

Na Facebooku, Sylwia Spurek udostępniła powyższego tweeta i skomentowała go tak:

Sądząc po komentarzu Spurek, tweet najwyraźniej spotkał się już z dużą krytyką. Sylwia Spurek go nie usunęła, ani jej go nie usunięto.

Z kolei postu profilu Białe Kłamstwa nie miałam okazji zobaczyć, bo został – jak napisały Białe Kłamstwa – usunięty przez Facebook jako mowa nienawiści. W kolejnym poście, w związku z usuniętą treścią, Białe Kłamstwa zapewniły o szacunku wobec ofiar Holokaustu i, by uzasadnić swoje użycie grafiki, powołały się na istniejące już przykłady dokonywania takich porównań.

Białe Kłamstwa wspomniały, że o analogiach między sposobem traktowania zwierząt przez ludzi a sposobem traktowania Żydów przez nazistów mówił między innymi pisarz żydowski Isaak Bashevis Singer, były więzień obozu koncentracyjnego Alex Hershaft.

Białe Kłamstwa napisały też, że „Osoba, która opublikowała u nas tę pracę, sama straciła kogoś z rodziny w Auschwitz i uznała, że taka analogia nie jest przesadzona. Jednak po licznych głosach osób, które poczuły się nią urażone wspólnie w Fundacji uznaliśmy, że porównanie może być nieadekwatne i drastyczne dla wielu, dlatego zdecydowaliśmy się już nigdzie jej nie publikować.”

Sylwia Spurek również powoływała się m.in. na przykład Singera.

4. Krytyka obrazu

Do głosów za przejdę później, teraz chciałam się skupić na głosach przeciwko użyciu tej grafiki. Były to głosy oburzenia wobec takiego porównania Holokaustu. Uznano to za naruszenie świętości zarówno na poziomie porównania Holokaustu do hodowli zwierząt jak i żydowskich więźniów obozów koncentracyjnych do bydła. Forum Żydów Polskich napisało w komentarzu pod Facebookiem Sylwii Spurek:

Osobiście uważam, że krytyka tego porównania płynie z paru głównych źródeł, które często mogą, choć nie muszą być połączone: Z jednej strony mamy tradycję antropocentryzmu, która każe skupiać się na człowieku i oddzielać go grubą kreską od innych zwierząt. Uznaje się, że różnimy się jakościowo od zwierząt, a więc należymy do zupełnie innej, odrębnej kategorii.

Porównania człowieka ze zwierzętami są tu ryzykowne i niemile widziane, postrzegane często jako umniejszanie człowiekowi. Wielokrotnie słyszałam taką retorykę z ust księży katolickich, którzy uważali weganizm czy prawa zwierząt właśnie za takie umniejszanie człowiekowi poprzez zachwianie hierarchii, uzurpację przywilejów, które powinny – ich zdaniem – należeć się tylko człowiekowi.

Z drugiej strony mamy traktowanie Holokaustu jako zdarzenia wyjątkowego, którego nie należy porównywać/zrównywać z innymi tragediami ludzkimi, nie mówiąc już o krzywdzie zwierząt.

Z trzeciej strony mamy świadomość, że mowa nienawiści, dyskryminacja, rasizm i ksenofobia często przejawiają się dehumanizacją dyskryminowanej grupy. Porównanie żydowskich więźniów obozów koncentracyjnych do krów/bydła jawi się jako właśnie takie dehumanizujące działanie, które może płynąć ze strony antysemitów lub, niezależnie od dobrych intencji twórcy grafiki czy jej propagatorów, podsycać antysemityzm.

5. Obrona obrazu

Jak wygląda to ze strony obrońców zwierząt, którzy bronią tego porównania? Zgoła odwrotnie. Jeśli są to ludzie, którzy odrzucają antropocentryzm i rasizm, równocześnie odrzucając zaszyty w antropocentryzmie szowinizm gatunkowy, to po pierwsze nie skupiają się na różnicach między człowiekiem a innymi zwierzętami, lecz na podobieństwach, w tym na centralnym podobieństwie: zdolności do cierpienia.

Te podobieństwa mogą być bardzo różnie rozumiane: od uproszczenia, że wszyscy czujemy i cierpimy tak samo do zrozumienia, że choć istnieją różnice między gatunkami, to – jak mówił Karol Darwin – są to różnice stopnia, a nie rodzaju. Szczególnie ma to zastosowanie do kręgowców, do których należy zarówno człowiek jak i krowa. Współczesna nauka daje nam coraz większy i bogatszy wgląd w te zagadnienia.

Podobnej dynamice podobieństw podlega w oczach obrońców zwierząt Holokaust i eksploatacja zwierząt. Dostrzegają analogie nie tylko między ofiarami Holokaustu i zwierzętami zabijanymi w ramach hodowli, szczególnie hodowli przemysłowych. Widzą też szereg podobieństw między oprawcami w obozach koncentracyjnych a rzeźnikami, a także – szerzej – między mechanizmami przemocy/opresji w obozie i w rzeźni, a także między obojętności społeczeństwa niemieckiego w epoce nazimu a współczesną obojętnością konsumentów.

W ich oczach dokonanie takich porównań nie służy umniejszaniu wartości człowieka lecz dostrzeżeniu cierpienia i opresji zwierząt i poszerzeniu kręgu empatii poza nasz gatunek, by objąć nią o kolejne istoty zdolne do cierpienia.

6. Co myślę

6.1 komentarz Everyday Hero

Pod paroma względami zgadzam się z komentarzem aktywisty prozwierzęcego Everyday Hero, który moim zdaniem celnie podsumował kwestię różnic w odbiorze takiej grafiki:

Taka forma sztuki trafia niemal wyłącznie do wegan i wegetarian, bo skupiają się oni na podobieństwach między chowem przemysłowym a Holocaustem (które występują)

Taka forma przeważnie nie trafia do osób wszystkożernych, bo skupiają się oni na różnicach między chowem przemysłowym a Holocaustem (które występują)

Zwrócił uwagę na fakt, że nie zamierza „pudrować sytuacji zwierząt”, ale stara się „ważyć swoje słowa i tak formułować komunikaty, by potencjalnie zrobiły jak najwięcej dobrego” Podkreślił, że „Działając w ten sposób, musimy pamiętać o wielu kontekstach, tradycjach, normach społecznych i wrażliwych punktach.” Napisał też: „Uważam, że dużo trudniej jest zmienić czyiś cały światopogląd, niż pokazać mu, że ograniczenie cierpienia zwierząt wcale się z jego światopoglądem nie kłóci (a wręcz przeciwnie).”

Zgadzam się. Też uważam, że należy (1) mówić otwarcie o cierpieniu i krzywdzie zwierząt, (2) zwracać jednak uwagę na formę w jakiej się to robi, (3) pamiętać także w jakiej przestrzeni, faktycznej i symbolicznej, się poruszamy, (4) co istotne, odwoływać się do punktów wspólnych, od których możliwa staje się szersza i dalsza rozmowa

Natomiast, mam problem z pragmatycznym aspektem podejścia Everyday Hero. Mówiąc krytycznie o sposobie odbioru tej formy sztuki napisał „Staram się patrzeć na kwestię promocji diety roślinnej i praw zwierząt z punktu widzenia skuteczności tych działań. Uważam, że takie porównanie nie jest efektywnym działaniem na rzecz zwierząt”.

Nie wątpię, że sensowne jest zastanawiać się nad skutecznością własnych działań. W końcu chcemy, żeby przynosiły skutek, a mamy ograniczoną ilość czasu i innych zasobów do wykorzystania. Jednak ustawienie priorytetu na skuteczność zawsze napawa mnie niepokojem, bo jest bliskie podejściu „cel uświęca środki” i może etyczność działań rozpatrywać głównie pod kątem realizacji pożądanego celu, pomijając lub lekceważąc etyczny wymiar skutków ubocznych tego działania.

Innymi słowy, zadaję sobie pytanie, czy pragmatycznie nastawieni aktywiści uznaliby za etyczną omawianą formę sztuki i byli w stanie zaakceptować jej negatywne skutki uboczne (cierpienie rodzin ofiar Holokaustu, mimowolne wsparcie antysemityzmu), gdyby tylko udowodniono, że ta sztuka jest skuteczna pod względem promocji weganizmu.

Nie wiem jakie podejście pod tym względem ma Everyday Hero, ale faktem jest, że nie napisał nic na temat cierpienia ludzi, którzy albo poczuli się tym porównaniem poniżeni, albo obawiają się, że taka forma aktywizmu prozwierzęcego może nieść skutek uboczny w postaci wzmożonego antysemityzmu. Jeśli wiemy, jak działa mowa nienawiści, którego jednym z narzędzi jest dehumanizacja, to takie obawy mają przecież podstawę w rzeczywistości i powinny zostać zauważone i wzięte pod uwagę.Jeśli nie są, to wychodzi trochę na to, że są pomijalne.

6.2 Problem z krytyką obrazu

Problem z krytyką obrazu jest przede wszystkim taki, że jeśli płynie z silnej postawy antropocentrycznej, krytyka taka może być ślepa na istnienie antyszowinistycznego, czyli prozwierzęcego, punktu widzenia. Skupienie się na człowieku jako pępku życia na Ziemi jest dla wielu ludzi tak oczywiste, że alternatywą może być tylko odwrotna strona tej samej monety, czyli skupienie się na człowieku, tyle że negatywne: pogarda dla człowieka (postawa antyludzka) albo pogarda dla pewnych grup ludzi (rasizm).

Nie biorąc pod uwagę innych możliwości (a taką jest szacunek do człowieka i zwierząt), antropocentryczni krytycy muszą przypisać autorce obrazu i wszystkim, którzy go udostępniają brak szacunku do człowieka albo przynajmniej antysemityzm wyrażony jako pogarda (dehumanizacja), albo lekceważenie (instrumentalne potraktowanie Holokaustu w celu osiągnięcia innych celów).

Mam też problem z krytyką wyrażoną przez Everyday Hero w tym sensie, że odradza on udostępnianie takich obrazów tylko ze względu na jego postrzeganą nieskuteczność w promocji weganizmu, tak jakby to był jedyne kryterium oceny eksponowania takich treści (ewidentnie nie jest).

6.3 Problem z obroną obrazu

Obrońcy zwierząt popierający analogię między Holokaustem a hodowlą i zabijaniem zwierząt powołują się najczęściej na podobieństwo ludzi i zwierząt w cierpieniu, podobieństwo działania nazistów wobec Żydów i działanie rzeźników wobec zwierząt.

Uzasadniając swoje prawo do stosowania tej analogii powołują się na przykłady Żydów ocalałych z obozów koncentracyjnych lub ich potomków, którzy sami stosowali takie porównania, by opisać swoje doświadczenie lub by stawać w obronie zwierząt.

Wiem to wszystko, bo też tak to postrzegałam. Uważam jednak, że jest to obraz niepełny i trzeba się zmierzyć z szerszym kontekstem sprawy. Mnie osobiście ta refleksja poprowadziła do dużo większej ostrożności.

Jeśli obrońcy zwierząt dostrzegają podobieństwa w zdolności ludzi i zwierząt do cierpienia, a także w istniejących formach opresji ludzi i zwierząt, to ważne moim zdaniem jest pamiętać, że opresja ludzi w postaci dyskryminacji, przemocy słownej, symbolicznej, fizycznej i prześladowania też dzieje się cały czas, równolegle do przemocy wobec zwierząt.

Nie żyjemy w świecie postrasizmu, gdzie problem łamania praw człowieka ze względu na przynależność rasową/etniczną można odłożyć do archiwum.
Poszanowanie praw człowieka nie może więc przejawiać się tylko wewnętrznym przekonaniem. Musi wyrażać się w działaniu wrażliwym na kontekst społeczny i jego możliwy/prawdopodobny odbiór zarówno przez ludzi dotkniętych dyskryminacją jak i tych, którzy chętnie dołączą do akcji, gdzie będzie można komuś dokopać, nawet symbolicznie.

Czy zatem wystarczą nasze dobre intencje? Nie zawsze. Czasem nasze działanie, choć z założenia pozytywne, jest odbierane zupełnie inaczej lub ma nieprzewidziane przez nas negatywne skutki uboczne.

Czy powinniśmy brnąć w nie dalej, tłumacząc się dobrymi intencjami? Jeśli porównywanie grup dyskryminowanych do zwierząt, funkcjonuje w szerokim odbiorze społecznym jako forma poniżania (dehumanizacji) i przemocy symbolicznej, ciągnąc za sobą groźbę podsycania istniejącej dyskryminacji, to czy powinniśmy dalej utrzymywać, że mamy zawsze i wszędzie prawo stosować to porównanie, bo dla nas i garstki innych osób (w tym także niektórych osób z grupy dyskryminowanej) ta metafora niesie inne znaczenie i stosujemy ją, bo mamy nadzieję, że pobudzi wrażliwość ludzi na zwierzęta? Wychodzi na to, że chcemy pobudzać wrażliwość, podczas gdy uporczywe ignorowanie powszechnego negatywnego odbioru nie stawia naszej wrażliwości w najlepszym świetle.

Mówię to z punktu widzenia osoby, która równocześnie widzi zasadność porównania, ale która ma też rosnące wątpliwości co do sensu i etyczności jego stosowania, przynajmniej w niektórych kontekstach i formach.

6.4 Problem z przypadkowością i zbiegiem okoliczności

Ponieważ sama pochodzę ze środowiska prozwierzęcego, to wierzę w dobre intencje zarówno ludzi z Białych Kłamstw jak i Sylwii Spurek, weganki, która na dodatek ma wieloletnie doświadczenie w pracy na rzecz ochrony praw człowieka. Nie mogę udowodnić, ale wierzę, że udostępnienie tego obrazu na parę dni przed rocznicą wyzwolenia obozu KL Auschwitz, było niezamierzonym zbiegiem okoliczności.

Wiem równocześnie, że to porównanie w takich pojedynczych formach jest i było używane w internecie wielokrotnie i tylko niekiedy wzbudza na tyle duże zainteresowanie, w tym sprzeciw. Nie jest to argument za ani przeciw, po prostu obserwacja o przypadkowości z jaką pewne rzeczy przechodzą bez echa, podczas gdy podobne powodują burzę.

6.5 Problem z treścią, formą i kontekstem i nadawcą i odbiorem komunikatu

Niewątpliwie omawiana analogia jest bardzo kontrowersyjna nie tylko dlatego, że wywołuje oburzenie ludzi o nastawieniu stricte antropocentrycznym, ale przede wszystkim dlatego, że biorąc pod uwagę kontekst społeczny może poniżać i przyczyniać się do wzrostu antysemityzmu.

Nie koniec jednak na treści. Trzeba brać pod uwagę formę i jej kontekst a także nadawców i odbiorców komunikatu. Nie jestem medioznawczynią, więc powiem tylko o najbardziej podstawowym moim zdaniem kwestiach, na które powinniśmy, jako obrońcy zwierząt, zwracać uwagę.

Ta sama analogia może pojawiać się w haśle, anegdocie, opowiadaniu, opracowaniu naukowym, powieści, na plakacie, zdjęciu, bannerze. Forma krótka (hasło, cytat, obraz), mogą z kolei być udostępnione na ulicy, na wystawie w muzeum, na wystawie w wegańskiej restauracji, na Facebookowym profilu, na Instagramie czy Twitterze.

Nadawcą może być osoba prywatna, artysta, osoba publiczna, polityczka, organizacja prozwierzęca. Każdy z tych wyborów formy, miejsca, nadawcy i co za tym idzie potencjalnego forum z mniej lub bardziej przypadkową publicznością/odbiorcą będzie miał swoje skutki, mniej lub bardziej przewidywalne. Być może na gwałtowny odbiór złożyły się po części właśnie te okoliczności.

Jak już wcześniej napisałam, mam problem z porównaniem eksploatacji zwierząt do Holokaustu, choć wcześniej tak nie było. Mam również problem z używaniem ciał kobiet do symulowania przemocy wobec krów na akcjach prozwierzęcych.

W pewnych formach i kontekstach takie analogie niestety wyglądają jak instrumentalne wykorzystanie jednej opresji, by opowiedzieć o innej. I to wrażenie instrumentalnego, przedmiotowego, obcesowego potraktowania może być ubliżające. Co innego, gdy kontekst jest szerszy i głębszy, ale tego nie zapewni przypadkowa ekspozycja pojedynczego obrazu w mediach społecznościowych. Mam apel, myślmy, bądźmy wrażliwi na kontekst.

6.6 Problem z polaryzacją (laurki kontra hejt) i potrzeba dyskusji

Wreszcie mam też kłopot z polaryzacją opinii. To się dzieje prawie automatycznie. Mniej lub bardziej określeni „oni” są przeciw nam, krytyka staje się coraz bardziej zajadła, zamienia się w ataki ad hominem, padają coraz gorsze epitety, pojawia się hejt. W związku z tym, atakowani okopują się na swoich pozycjach (tu post Białych Kłamstw był wyjątkiem), pojawia się obóz broniący atakowanych, wyrazy solidarności wobec zaatakowanej Sylwii Spurek.

A ja się pytam, gdzie miejsce na dyskusję, na wymianę argumentów? Wspierajmy ludzi przeciwko wymierzonemu w nich hejtowi, ale niekoniecznie łączmy to z wystawianiem im laurki? Kulturalna, rzeczowa dyskusja jest absolutnie kluczowa dla rozwoju idei, teorii i dobrych praktyk. Nie spuszczajmy nikogo w toalecie ale też nie stawiajmy na piedestale. W tej sposób dyskusja umiera.

7. Podsumowując

Jakie jest zatem moje zdanie na temat tej analogii? Mówiąc z punktu widzenia osoby zaangażowanej w prawa zwierząt i wspierająca prawa człowieka, powiem krótko: to zależy. Jakie powinno być nasze podejście? Na pewno wrażliwe, czułe na kontekst, na innych, nie tylko na upatrzony cel. W moim odczuciu, udostępnienie tego obrazu, w takim momencie i kontekście było nietrafione.

Biorąc pod uwagę to, co pisałam powyżej, osobiście mam stosunek negatywny do formy w jakiej analogia została przedstawiona, choć równocześnie nie jestem zwolenniczką ostrej cenzury. Jako że ważny jest dla mnie sposób w jaki mówi się o prawach zwierząt, biorę głos w dyskusji, dodając do niej swój tekst na blogu, choć równocześnie nie ustawiam omawianego obrazu jako zdjęcia wyróżniającego mój tekst w sieci. Pokazuję go w treści tekstu jako cytat.