Feminizm to weganizm?
Feminizm to weganizm. Taki tytuł ma wydana niedawno (w 2025 roku) książka autorstwa feministycznej i wegańskiej działaczki Karoliny Skowron-Baki. A podtytuł brzmi „Dlaczego feministki powinny walczyć o prawa zwierząt”.
Już sam tytuł jest bardzo kontrowersyjny, bo czy feminizm to rzeczywiście weganizm? Feminizm i weganizm nie są przecież tożsame. Pierwszy dotyczy praw kobiet, drugi praw zwierząt (pozaludzkich). Czy feministka musi być weganką? Jeśli tak, to czy feministka, która nie jest weganką przestaje zasługiwać na miano feministki? Czy książka ta jest postawieniem niewegańskich feministek w stan oskarżenia? A jeśli tak, to czy oskarżenie to ma jakiś sens i czy oskarżone powinny posypać głowy popiołem, a może jednak się bronić czy całkowicie odrzucić oskarżenie jako absurdalne?
Wychodząc poza etykiety „- izmów” zadajmy te pytania raz jeszcze. Czy walka o prawa kobiet powinna być realizowana równocześnie z walką o prawa zwierząt? Czy walka o prawa kobiet nie jest autentyczna, słuszna, sprawiedliwa, jeśli nie idzie w parze z walką o prawa zwierząt? Chyba daleko z tym nie zajedziemy. Może tak zadawane pytania nie mają do końca sensu. Może takie antagonizowanie zbyt daleko nas nie zaprowadzi?
Ja oczywiście piszę z perspektywy osoby, która przeczytała tę książkę. Co więcej, wiem, że autorka nie jest pierwszą feministką, która postuluje, by oba dążenia ze sobą łączyć. Sama popieram i prawa kobiet i prawa zwierząt. Łączenie obu spraw uważam za sensowne, wręcz pożądane, ale z żądaniem tu nie występuję. Równocześnie myślę, że dobrze, że ta książka powstała i może trafić do polskojęzycznych czytelniczek i czytelników. Bardziej pomocne niż zjeżenie się na tytuł, będzie zwrócenie uwagi na podtytuł i jednak – co polecam – przeczytanie całej książki.
Przypomnę, że podtytuł brzmi ”Dlaczego walce o prawa kobiet powinna towarzyszyć walka o prawa zwierząt”. Bez znaku zapytania, bo to postulat. A w książce autorka daje odpowiedź, która sprowadza się do dwóch kwestii: po pierwsze empatia, po drugie pragmatyzm.
Empatia może pomóc w dostrzeżeniu analogii między patriarchalnym seksizmem (który uderza w prawa kobiet) i gatunkowizmem (wspieranym przez antropocentryczny patriarchat uderzeniem w prawa zwierząt). Empatia może pomóc dostrzec szczególne analogie między uprzedmiotowieniem kobiet (redukowanych do roli obiektu seksualnego lub matki) a uprzedmiotowieniem zwierząt, szczególnie samic (redukowanych do roli mięsa i/lub maszyn do produkcji zwierząt, mleka lub jaj). Autorka proponuje siostrzeństwo międzygatunkowe, jako rodzaj solidarności, w której dostrzegamy podobne mechanizmy dyskryminacji i wspólnego (do pewnego stopnia) opresora – jakim są ludzie wpisujący się w patriarchalny system pełen pogardy.
Z kolei pragmatyzm wynikać może z obserwacji analogii i zidentyfikowania wspólnego wroga i wniosku, że prawdopodobnie podjęcie walki na obu frontach jednocześnie może być skuteczniejsze, szczególnie że poszczególne formy dyskryminacji wzajemnie się wzmacniają i zaniedbanie walki z jedną może tylko osłabiać walkę z drugą.
Prawdopodobnie coś w tym jest. Seksizm uprzedmiatawia kobiety redukując je – szczególnie w kontekście seksualnym – do „kawałka mięsa” zaś gatunkowizm uprzedmiatawia zwierzęta dodając seksualne skojarzenia do reklamy ich ciał sprzedawanych jako chętne mięso, soczyste udka i dodających heteroseksualnym mężczyznom męskości.
Autorka sporo pisze w swojej książce o tzw. przemocy krzyżowej, czyli o współwystępowaniu przemocy wobec zwierząt domowych, kobiet i dzieci. Sprawcą jest najczęściej partner kobiety. Ten rodzaj przemocy mocno wskazuje na wspólny mianownik seksizmu i gatunkowizmu. I wbrew pozorom nie jest nim po prostu mężczyzna, ale mężczyzna o profilu antropocentryczno-patriarchalnym. Profil ten nie wynika z biologicznego dziedzictwa, tylko z wychowania w pewnej kulturze, która daje zielone światło dla przemocy i pogardy. Dla niektórych to światło świeci bardziej zachęcająco niż dla innych.
Przy okazjo lektury tej książki, przypominają mi się wnioski z badań nad dehumanizacją. Wbrew pozorom, dehumanizację bada się nie tylko w kontekście stosunku ludzi do innych ludzi, ale też stosunku ludzi do zwierząt pozaludzkich [1]. Dehumanizacja jest rozumiana jako forma uprzedzenia, które sprawia, że postrzegamy członków grupy obcej jako mniej złożonych psychologicznie i emocjonalnie niż de facto są. Grupą obcą może być inna grupa etniczna albo narodowościowa czy po prostu ludzie o innym niż mój kolor skóry, czy wreszcie zwierzęta pozaludzkie, szczególnie te, które w danej kulturze są eksploatowane i zjadane. Grupie obcej przypisuje się na przykład tylko emocje podstawowe (np. radość, złość, strach), a odmawia wtórnych, tych bardziej złożonych (np. wstyd. Można też przypisywać zredukowane zdolności poznawcze, czy mniejszą zdolność do cierpienia. Takie formy uprzedzenia i idącej za nim pogardy i dyskryminacji są analogiczne i najpewniej mogą się wzajemnie wzmacniać.
Rozumienie mechanizmów uprzedzenia i działanie w kierunku zmniejszania takich mechanizmów niezależnie od tego, kto stał się ich ofiarą, wydaje się być kierunkiem pożądanych dla tych, którzy chcą bardziej sprawiedliwego świata.
Więcej o książce w mojej recenzji na kanale Słowa są ważne. Zapraszam.
Przypisy:
- Michał Bilewicz „Funkcjonalna dehumanizacja. Studium odczłowieczania ofiar i grup uciskanych” w książce ” Poza stereotypy. Dehumanizacja i esencjalizm w postrzeganiu grup społecznych”, Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR, 2012
Katarzyna Biernacka
Zajmuję się prawami zwierząt i jestem weganką. Przez 10 lat (2006-2016) działałam w Stowarzyszeniu Empatia. Interesuję się krytycznym (oraz bezkrytycznym) myśleniem i psychologią społeczną. Prawa człowieka są dla mnie oczywistym punktem odniesienia w temacie praw zwierząt. Z wykształcenia jestem nauczycielką angielskiego. Od jakiegoś czasu, w ramach wolontariatu, uczę polskiego. Lubię pisać, czytać i mówić (kolejność tego lubienia bywa różna).



