Krytyczne myślenie

Katarzyna Biernacka|28/10/2019|33 Minuty
1. Co to jest myślenie szybkie i wolne i czy dotyczy każdego z nas?
Myślenie szybkie i wolne to dwa tryby myślenia. Ich działanie ma ogromne przełożenie na nasze krytyczne lub bezkrytyczne myślenie (to drugie znacznie częściej). Dlatego warto trochę więcej o tym wiedzieć. Tematem zainteresował mnie psycholog Daniel Kahneman, laureat Nagrody Nobla z dziedziny ekonomii, którą otrzymał za badanie jak ludzie podejmują decyzje w warunkach ryzyka.
W warunkach laboratoryjnych testowano przyjmowanie małych zakładów (hazardowych), natomiast w życiu są to wszelkie sytuacje, w których nie mamy pewności, musimy szacować prawdopodobieństwo, rozważać alternatywne wybory i liczyć się z kosztami, stratami i zyskami.
Jak dowiódł Kahneman i jego współbadacz Tversky, ludzie nie są twardo stąpającymi po ziemi homo economicusami (jak lubią to sobie wyobrażać ekonomiści), lecz ich myślenie, szczególnie to szybkie, usiane jest błędami poznawczymi. W swojej książce „Pułapki myślenia” (którą szczerze polecam, i na której w znacznej mierze bazuję), Kahneman nazywa myślenie szybkie Systemem 1, a myślenie wolne Systemem 2.
System 1 (myślenie szybkie) towarzyszy nam codziennie, prawie przez cały czas. Jest to myślenie tak szybkie, że aż automatyczne, lub szybkie, bo automatyczne (albo jedno i drugie). Nie wymaga wysiłku ani koncentracji. Dzieje się jakby samo. Skanujemy rzeczywistość, dokonujemy szybkich, często nieświadomych, ocen bazowych (bezpieczne/niebezpieczne, równe/różne, itp.). Uruchamiają się skojarzenia i emocje. Myślenie szybkie jest bardzo potrzebne, ale równocześnie łatwo tu o błędy.
System 2 (myślenie wolne) aktywizuje się zdecydowanie rzadziej. Wymaga wysiłku i koncentracji. Może nas zmęczyć. Myślenie wolne też jest potrzebne, potrafi korygować niektóre błędy, które robi System 1. Z drugiej strony myślenie wolne polega na Systemie 1, który dokonuje automatycznej, wstępnej „obróbki” tematu. System 2 może więc zarazić się błędami, które przyjmie za dobrą monetę z Systemu 1. W ten sposób błędne wrażenia (na przykład uprzedzenia) stają się podstawą naszych przekonań.
Czy System 1 i 2 działa u wszystkich? Tak. Nie ma ludzi, którzy funkcjonowaliby tylko w systemie szybkiego myślenia (nawet jeśli uważamy, że robią tak ludzie, których uważamy za głupich) albo tylko w systemie wolnego myślenia (nawet jeśli uznajemy, że tacy są członkowie MENSA, bo stuprocentowo racjonalni ludzie istnieją tylko na papierze).
System 1 i 2 to naczynia połączone, z których bardziej aktywnym jest (niestety?) System 1, czyli myślenie szybkie.
2. Jakie są automatyczne tendencje szybkiego myślenia, na które warto uważać?

2.1 Myślenie przyczynowo-skutkowe

Mamy silną tendencję do postrzegania rzeczywistości jako ciągi przyczynowo-skutkowe. I często jest to słuszna tendencja. Są chmury, będzie deszcz. Jeśli dotknę gorącej patelni, będzie bolało. Dostał wysypki, bo zjadł orzechy. Jest wiele sytuacji, w których wiemy, co jest przyczyną a co skutkiem, rzeczywiście mamy rację i bardzo nam się to przydaje.
Problem polega na tym, że tendencja do postrzegania rzeczywistości w tych kategoriach jest tak silna, że tworzymy związki przyczynowo-skutkowe także (1) tam, gdzie nie możemy mieć pewności, że istnieją, (2) tam, gdzie istnieje zależność, ale jest odwrotna lub (3) tam, gdzie takiej zależności w ogóle nie ma.
Najcześciej myślimy, że jeśli A dzieje się przed B, to A jest przyczyną i B skutkiem. Tak jest często w przypadku pogody. Najpierw chmury, potem deszcz. Najpierw wiatr, potem burza. Ale jeśli Pan Romek zawsze wychodzi z parasolem zanim zacznie padać, to lepiej nie podejrzewać go o magiczne moce wywoływania deszczu. Jego parasola też nie. To akurat rodzaj błędu, na który dadzą się złapać małe i spostrzegawcze dzieci.
Jednak dorośli również łapią się na takie myślenie, tyle że na trochę innych przykładach. Kiedy? Jesteśmy na przykład podatni na anegdoty. Jest ich pełno w realnym i wirtualnym świecie. Anegdotą jest po prostu czyjś przykład: Sąsiadka stosuje krem X i ma ładną cerę. Influencerka stosuje dietę Y i trening Z i ma ładną figurę. Vloger stosuje produkt Ż i silnik jego samochodu nigdy się nie psuje. Krem, dieta, trening, produkt do silnika rozpoznajemy jako przyczyny a cerę, figurę i bezawaryjne działanie silnika jako skutek.
Bohaterzy naszych anegdot nie muszą nawet dosadnie nas przekonywać, wystarczy, że regularnie będą zestawić określone rzeczy ze sobą, a my odpowiednio to zinterpretujemy, na czym – pamiętajmy – influencerzy i vlogerzy często zarobią duże pieniądze.
Jak uważać na automatyczne myślenie przyczynowo-skutkowe? Dobrze jest zastosować System 2 i spojrzeć na sytuację z paru różnych stron.
Wyobraźmy sobie szerszy kontekst powyższych sytuacji. Czy możemy sobie wyobrazić inne przyczyny rezultatów, na które patrzymy z podziwem? Czy tylko krem zapewnia dobrą cerę sąsiadki? Może działają tu też dobre geny, dobra dieta, odpowiednie nawyki higieniczne. Figura nie zależy tylko od diety i ćwiczeń. Wpływ na nią mogą mieć także czynniki genetyczne, hormonalne, stan zdrowia, wiek, istniejące choroby lub ich brak, itp. Stan silnika z pewnością będzie zależeć także od projektu, materiałów, technologii produkcji, sposobu użytkowania, itp.
Po przyjęciu szerszej perspektywy, przybliżmy się znowu i sięgnijmy po lupę Sherlocka Holmesa. Czy to, że ktoś mówi, że coś robi, oznacza, że tak jest w istocie? Nie sugeruję, by zaraz oskarżać każdego o kłamstwo. Warto jednak z pewną ostrożnością podchodzić do cudzych opowieści, bo bywa, że są podkolorowane.
Sąsiadki nie obserwujemy każdego dnia. Nie wiemy więc ani czy na pewno stosuje swój krem regularnie, ani czy jej cera jest cały czas taka świetna (szczególnie jeśli ma na niej położony podkład i puder). Tym bardziej nasza wiedza na temat internetowej influencerki i vlogera będzie ograniczona. Im jeszcze łatwiej niż sąsiadce, ukryć niewygodną prawdę, wyolbrzymić dobre wyniki, czy nawet skłamać tu i ówdzie.
Jeśli ktoś tak przekonująco „sprzedał” nam swoją przyczynowo-skutkową opowieść, że chcemy zainwestować czas, energię a także pieniądze w krem, aplikację, trening, dietę, suplementy czy produkty do utrzymania samochodu, spróbujmy jednak poszukać badań naukowych (najlepiej metaanaliz), które przynajmniej uprawdopodobnią nam, czy rzeczywiście możemy liczyć na jakieś, choćby przybliżone, skutki, czy też warto dać sobie spokój.
Pamiętajmy, że pojedynczy dobry wynik (a tym jest anegdota pod warunkiem, że jest prawdziwa) nie jest w żaden sposób miarodajny, czyli nie mówi nam wiele o tym jak może się to przełożyć na wynik u mnie, mojej koleżanki czy średni wynik w dużo większej grupie ludzi.
I wreszcie jeszcze jedna możliwość – to, co uznaliśmy za przyczynę, mogło po prostu współistnieć z tym, co rozpoznaliśmy jako skutek. Taka zależność to korelacja.
Używanie kremu może współwystępować z ładną cerą. Może się nawet okazać, że ładna cera była najpierw, a używanie kremu zaczęło się później, bo sąsiadka stwierdziła, że tak lubi swoją cerę, że chce o nią specjalnie zadbać, by jej nie stracić. Bardziej ścisła korelacja może być też wtedy, gdy A i B regularnie występują razem, bo mają wspólną przyczynę. Na przykład błyskawica i grzmot za wspólną przyczynę mają wyładowanie elektryczne. Jeśli o tym nie wiemy, moglibyśmy myśleć – błędnie – że błyskawica (która pojawia się wcześniej) jest przyczyną grzmotu. Podobne błędy zdarzają się w myśleniu o zdrowiu i chorobie.
Rozwój nauki polega na testowaniu hipotez na dużych grupach ludzi, z zachowaniem szeregu zasad i kontroli wyników, a także na korekcie błędów. Popularność influencerów i guru polega często na upraszczaniu, wyolbrzymianiu lub wymyślaniu związków przyczynowo-skutkowych i prostych pseudorozwiązań i zarabianiu na tym dużych pieniędzy.

2.2 Szybkie skojarzenia i odrzucanie alternatyw

Szybkie skojarzenia to domena Systemu 1. Szybkim skojarzeniom towarzyszą też szybkie wnioski, spójność treści i skłonność do zamknięcia tematu, czyli zignorowania alternatyw.
Lubię Stanisława. Jeśli ktoś zapyta, czy Stanisław jest miły od razu przyjdzie mi do głowy parę przykładów jego sympatycznego zachowania. No tak, Stanisław jest miły. Nie zastanawiam się, czy jest miły tylko do mnie, czy może być niemiły do kogoś innego.
Lubię smak mięsa. Parę skojarzeń ze składnikami odżywczymi, dobrymi daniami z dzieciństwa. Wniosek: mięso trzeba jeść. Nie zastanawiam się (przynajmniej niezbyt chętnie) czy mięso może mieć składniki, które mogą szkodzić. Czy istnieje niezdrowa ilość mięsa w diecie i jaka to może być ilość? Czy można się obyć bez mięsa w diecie, a jeśli tak, to czy zabijanie zwierząt, żebym mogła jeść ulubiony produkt da się etycznie obronić?
Szybkie skojarzenia i odrzucanie alternatyw czynią nasze myślenie łatwiejszym, treść bardziej spójną, ale prawda może doznać uszczerbku. Jeśli zależy nam na poznaniu prawdy, otrzymaniu bardziej realistycznego obrazu rzeczywistości, warto zastanowić się choćby przez chwilę nad alternatywami dla naszych szybkich skojarzeń.

2.3 Przypisywanie intencji

Eksperymenty z udziałem sześciomiesięcznych niemowląt wykazały, że prawdopodobnie rodzimy się gotowi do przypisywania przyczynowości wszelkim przedmiotom, które obserwujemy w jakiejś interakcji.
Niemowlętom pokazywano animowane kwadraty, z których jeden dotykał drugiego i drugi zaczynał się poruszać. Dorośli uczestnicy takiego eksperymentu mówią, że pierwsza figura wprawiła drugą w ruch. Niemowlęta, które nie mogą się oczywiście podzielić z badaczem swoimi obserwacjami, dawały do zrozumienia, że są podobnego zdania, kiedy reagowały zaskoczeniem, gdy taki scenariusz ulegał zmianie.
Ewidentnie zarówno dorośli jak i niemowlęta automatycznie przypisują intencję nawet tam, gdzie – przynajmniej dorośli – wiedzą, że jej nie ma.
Przypisywanie intencji zjawiskom przyrody wiązało się z rozwojem wielu wierzeń religijnych i brakiem wiedzy na temat prawdziwej natury tych zjawisk (np. zaćmienia słońca czy księżyca).
Intencje przypisujemy także zwierzętom. Nauka powoli weryfikuje te przekonania. Nieraz okazuje się, że nasze naturalne skłonności miały sens (niektóre zwierzęta posiadają złożony system nerwowy, myślą, pamiętają się, uczą i potrafią działać intencjonalnie). Innym razem nasze skłonności sprawiają, że przeszacowujemy intencjonalność przypisując ją zwierzętom, u których nie ma podstaw, by jej szukać. Stąd obawy przed antropomorfizmem są często uzasadnione.
Z kolei zdarza się też niedoszacowanie tam, gdzie zwierzęta pod względem zachowania są tak od nas różne (np. ryby), że pomijamy taką możliwość, która jednak dzięki badaniom zostaje odkryta. W takim przypadku, do głosu najwyraźniej dochodzi antropocentryzm i przekonanie o naszej wyjątkowości.
3. Niektóre błędy poznawcze

3.1 Efekt potwierdzania (confirmation bias)

Zazwyczaj poszukujemy danych, które pasują nam do przekonań. Z dostępnego zbioru wybieramy dane, które zgadzają się z tym, co już myślimy i odrzucamy te, które stoją w sprzeczności z naszymi poglądami. Możemy też uzyskane informacje, które podważają nasz pogląd zinterpretować w taki sposób, by nie musieć zmienić zdania. Stosując te metody mamy dużą szansę pozostać przy naszych przekonaniach.
Jakie to mogą być przekonania? Od kwestii drobnych: np., że sąsiad jest miłą osobą, poprzez większe – szkoła X jest bardzo dobra, do globalnych – klimat się nie ociepla. Jeśli lubię sąsiada, będę przebierać wspomnienia pod kątem potwierdzenia tezy, że jest miłą osobą. Podobnie, będzie z wizerunkiem szkoły, który podeprą udani absolwenci (absolwenci nieudani byli najpewniej sami sobie winni). Jeśli zaś chodzi o kwestie globalne, wystarczy znaleźć się w odpowiedniej „bańce medialnej”, by docierały do nas „odpowiednie” informacje.
Rzecz ma się podobnie z miłośnikami mięsa i weganami. Jeśli lubię mięso, będę zatrzymywać oko przede wszystkim na informacjach pozytywnych, a rekomendacje ograniczenia konsumpcji przetworzonego i czerwonego mięsa, będę interpretować (szczególnie w sezonie grillowym) jako wyolbrzymienia, za którymi stoją np. producenci soi.
Z kolei proponenci weganizmu, chętnie będą słuchać lekarzy przekonujących, że dieta roślinna jest najlepszą dietą dla człowieka, a informacje, że produkty odzwierzęce jedzone w umiarkowanych ilościach mogą być częścią zdrowej diety będą uznawać za spisek przemysłu mięsnego i mleczarskiego.
Warto pamiętać z jaką tezą wchodzimy do rozważań na dany temat, bo będzie ona miała na nas wpływ. Nauka sugeruje, by szukać danych obalających hipotezę. Jest to prawdopodobnie dobry trop do poszukiwania bardziej zrównoważonego, bliższego prawdzie podejścia. Jeśli na prawdzie nam zależy.

3.2 Efekt halo

Efekt halo (efekt aureoli lub poświaty) to tendencja bardzo zbliżona do efektu potwierdzania. Jest to skłonność do szybkiego polubienia (czasem znielubienia) danej osoby na podstawie powierzchownej oceny pojedynczych cech, które poznajemy/widzimy jako pierwsze.
Powiedzmy, że ktoś jest atrakcyjny fizycznie, ładnie się uśmiecha i jest dobrze ubrany, więc szybko sobie dopowiem, że tak osoba jest także dobra, inteligentna i godna zaufania. (Efekt halo wykorzystują oszuści!).
Jeśli ktoś jest brzydki i ma źle dobrane ubranie, to od razu przypiszę mu całą wiązkę negatywnych cech, choć przecież nie wiem, czy je posiada (zły, głupi, nieuczciwy, leniwy).
Dla zobrazowania efektu halo Kahneman przytacza eksperyment, w którym badanym przedstawiono dwa opisy:
  • Alan: inteligentny – pracowity – impulsywny – krytyczny – uparty – zazdrosny
  • Ben: zazdrosny – uparty – krytyczny – impulsywny – pracowity – inteligentny
Większość badanych wyrobiła sobie o wiele lepsze zdanie o Alanie niż o Benie mimo tego, że różnica między nimi leży wyłącznie w kolejności wymienienia cech! Dzieje się tak dlatego, że cechy pojawiające się jako pierwsze nadają znaczenie cechom, które poznajemy jako kolejne.
Kahneman wyjaśnia, że:
U osoby inteligentnej upór zostanie raczej usprawiedliwiony i uznany za uzasadniony, może nawet godny szacunku; jednak inteligencja u osoby zazdrosnej i upartej czyni ją jeszcze bardziej niebezpieczną.
Efekt halo po prostu wytłumia wieloznaczność, kierując naszą uwagę na pierwszy plus lub pierwszy minus i podpinając resztę cech pod ten znak.
Warto uważać nie tylko na oszustów wykorzystujących mniej lub bardziej świadomie efekt halo, ale także na naszą skłonność do efektu halo, który może sprawić, że zbyt łatwo uwierzymy w inteligencję, rację i wiarygodność dziennikarza, naukowca, filozofa, aktywisty lub samozwańczego żywieniowego guru głównie dlatego, że jest atrakcyjny fizycznie, jest pewien siebie i ma sympatyczną osobowość.

3.3 Heurystyka dostępności

Jeśli łatwo jest mi podać przykłady rozwodów w Hollywood, to chętniej uznam, że w Hollywood ludzie często się rozwodzą. Jeśli przypomnę sobie parę osób, które zaszczepiły się przeciwko grypie, a mimo to na nią zachorowały, chętniej uznam, że szczepienia przeciwko grypie nie działają.
Innymi słowy, jeśli w mojej głowie przykłady z danej kategorii są łatwo dostępne, to wyciągam szybko wniosek, że kategoria ta jest duża lub istotna. Moje oszacowanie nie bazuje jednak na statystykach, tylko właśnie na dostępności przykładów w mojej głowie.
Ta heurystyka, czyli skrót myślowy, działa również w drugą stronę. Jeśli z trudem przychodzą mi do głowy przykłady z innej kategorii, to uznam, że kategoria ta jest mała lub nieistotna, choć być taka nie musi (na przykład jeśli znam wielu palaczy i ani jeden z nich nie zachorował na raka płuc, mogę stwierdzić – niesłusznie – że rak płuc wcale palaczom nie grozi).
Co ciekawe, to płynność przypominania sobie przykładów jest istotniejsza niż ich liczba. Osoby, które poproszono o przypomnienie sobie 6 przykładów własnej asertywności uznały się za bardziej asertywne niż osoby, które poproszono o przypomnienie sobie 12 takich przykładów. Dlaczego? Bo 6 przykładów przyszło im płynnie do głowy, a nad 12 trzeba się było nagłowić.
Łatwość zadziałała pozytywnie na samoocenę, zaś trudność sprawiła, że badani zaczęli wątpić w swoją asertywność. Jest to działanie głównie Systemu 1, czyli myślenia szybkiego.
Natomiast jeśli zaangażujemy bardziej System 2 (myślenie wolne), który skoryguje oczekiwania systemu 1 co do tego co jest normalne i na przykład wyjaśnimy sobie, że trudności w przypominaniu sobie przykładów są naturalne i nie powinny nas zaskakiwać, wówczas ważniejsze od łatwości przypominania staną się konkretne przykłady, ich treść i liczba. Szczególnie jeśli dotyczy to nas osobiście. Przypomnienie sobie, nawet z trudnością, 12 przykładów zachowań, które działają dobrze na ochronę serca, pomoże nam upewnić się, że dbamy o serce.
Większa czujność Systemu 2 sprawia, że stajemy się bardziej odporni na heurystykę dostępności: To, że łatwo przywołać parę przykładów, nie znaczy, że kategoria jest szeroka. To, że trudniej jest przywołać więcej przykładów, nie znaczy, że kategoria jest automatycznie wąska.
Kiedy możemy być pod zgubnym wpływem heurystyki dostępności? Kahnemann podaje parę przykładów: (a) bycie w danej dziedzinie dobrze poinformowanym nowicjuszem (a nie prawdziwym ekspertem), (c) przypomnienie sobie dobrego zdarzenia z własnego życia wywołuje dobry nastrój (d) przypomnienie sobie doniesienia np. o katastrofie samolotowej wywołuje lęk przed podróżą samolotem.
Z heurystyką dostępności wiąże się pojęcie „kaskady dostępności”. Jest to termin ukuty przez naukowca Cassa Sunsteina w kontekście polityki społecznej. Jest to połączenie heurystyki afektu (szybkich wniosków wyciąganych pod wpływem emocji) z heurystyką dostępności.
Istotność idei szacujemy według łatwości z jaką przychodzą nam do głowy odpowiednie przykłady, a to z kolei zależy od tego jak często temat pojawia się w mediach i z jakim ładunkiem emocjonalnym jest omawiany (np. ataki terrorystyczne).
W przypadku kaskady dostępności często istnieje sprzężenie zwrotne między reakcją ludzi a doniesienami medialnymi – jedne napędzają drugie i na odwrót. Występuje przy tym problem z radzeniem sobie z niewielkimi czynnikami ryzyka: albo ignorujemy je całkowicie, albo przypisujemy im nadmierne znaczenie – nic pomiędzy.
W odniesieniu do zjawisk smutnych czy niebezpiecznych, działa też „zaniedbywanie prawdopodobieństwa”, o którym mówi inny badacz percepcji ryzyka Paul Slovic.
Kiedy wyobrażamy sobie tragiczną historię (np. katastrofy lotniczej) opowiedzianą z drastycznymi szczegółami w mediach, skala naszej obawy przed lataniem nie jest odpowiednio dostrojona do prawdopodobieństwa nieszczęścia.
Jeśli wyobrazimy sobie prawdopodobieństwo w postaci ułamka zwykłego, gdzie w liczniku mamy liczbę pamiętanych tragicznych historii, a w mianowniku liczbę udanych lotów, które przypadają na nieliczne katastrofy, to nasza obawa i ignorowanie prawdopodobieństwa przypominać będą odpowiednio: wpatrywanie się w licznik i całkowite ignorowanie mianownika. Mechanizm zaniedbywania prawdopodobieństwa działa też w ruchach antyszczepionkowych.
Jak zaznacza Kahneman, we współczesnym świecie sztukę wywoływania kaskad dostępności najlepiej opanowali terroryści. Liczba ofiar ataków terrorystycznych jest bardzo niewielka w stosunku do innych przyczyn śmierci. Liczba takich ataków jest nieporównywalnie mniejsza w Europie niż w Azji czy Afryce, ale media działają na korzyść terrorystów poświęcając nieproporcjonalnie dużo uwagi terroryzmowi.
Później ryzyko śmierci w wyniku ataku terrorystycznego drastycznie różni się dostępnością w naszej pamięci od ryzyka śmierci w wyniku wypadku drogowego, choć statystyki wyraźnie wskazują, że to na to drugie ryzyko powinniśmy być dużo bardziej wyczuleni.

3.4 Prawo małych liczb i prawo wielkich liczb

Prawo małych liczb jest w pewnym sensie odwrotnością prawa wielkich liczb. Obydwie prawidłowości są natury statystycznej, nie przyczynowo-skutkowej.
Prawo dużych liczb mówi, że wyniki z dużych prób są bardziej miarodajne, np. jeśli badamy wpływ jakiegoś leku to im większa badana próba, tym pewniejsi możemy być wyniku.
Natomiast prawo małych liczb mówi, że w małych próbach częściej zdarzają się wyniki skrajne (bardzo dobre lub bardzo złe).
Kahnemann przytacza przykład z występowaniem chorób. Jeśli przeczytamy informację, że w słabozaludnionych hrabstwach wiejskich odsetek zachorowań na raka jest wysoki, to możemy wytłumaczyć to prawem małych liczb: słabozaludnione = mała próba; wysoki odsetek zachorowań – skrajny wynik. Nie musi tak być, ale może i trzeba się z tym liczyć.
Dlatego tak ważna jest w badaniach odpowiednio duża próba. W przeciwnym razie badacze są skazani na ślepy traf, który na dodatek może być wynikiem skrajnym. Życie codzienne To prawo małych liczb stosujemy błędnie także w życiu codziennym. Robimy to chętnie, choć szkodzimy w ten sposób swojemu poznaniu.
Jeśli jakiś menedżer wygrał parę kontraktów nie oznacza to od razu, że jest taki świetny, bo w tej małej próbie mógł zadziałać czysty przypadek. Zbyt łatwo wierzymy, że mała próba jest reprezentatywna dla dużej próby. Gdybyśmy dali temu menedżerowi popracować dłużej, zobaczylibyśmy zgoła inny, mniej oczywisty wynik.
Nasze umysły lubią jednak pewność bardziej niż wątpliwości, to co widzimy, niż to czego nie widać, zależności przyczynowo-skutkowe od zdarzeń losowych. Dlatego chętnie przypiszemy menedżerowi dużą skuteczność, będziemy przekonani o jego zdolnościach i umiejętnościach i zależnością między nimi a wygranymi kontraktami.

3.5 Kotwice

Wartość, nawet przypadkowa, od której zaczynamy szacowanie wartości nieznanej, wpływa na nasze oszacowanie. Efekt zakotwiczenia działa i ma bardzo dużą siłę, co udowodniono eksperymentalnie.
Znany eksperyment Kahnemana i Amosa pokazał kotwiczenie właśnie od wartości przypadkowej, czyli takiej, która nie powinna była mieć wpływu, a jednak go miała.
Badani kręcili kołem fortuny ustawionym przez badaczy tak, by zatrzymywało się na liczbie 10 lub 65. Kotwicą była więc jedna z tych dwóch liczb. Następnie badanym zadawano pytanie „Jaki odsetek krajów afrykańskich należy do ONZ?” Byli to amerykańscy badani, więc odpowiedź nie była im znana. Ci, którym koło fortuny wskazało wartość 10 szacowali odsetek na bliżej 25 procent, zaś ci, którzy otrzymali wynik 65, szacowali częściej w okolicy 45 procent. Kotwice w życiu codziennym
  1. Wycena nieruchomości. Kotwicą może stać się cena ofertowa. Wpływa ona na wycenę nieruchomości nawet przez specjalistów z branży. Problem jest tym większy, że o ile w przeprowadzanych eksperymentach studenci uczelni biznesowych byli w stanie przyznać, że cena ofertowa wpłynęła na nich, o tyle specjaliści twierdzili z dumą, że cena ofertowa nie miała na nich żadnego wpływu. Efekt zakotwiczenia w obu grupach wynosił powyżej 40 procent (0 procent to brak efektu, 100 procent to efekt polegający na tym, że nie odchodzi się od kotwicy w ogóle).
  2. Datki dobroczynne. Kotwicą jest proponowana wysokość wpłaty. W eksperymencie opowiedziano grupie badanych o wyciekach ropy z tankowców do oceanu i zapytano badanych czy byliby skłonni przekazywać datki na ratowanie ptaków morskich, które doznają w związku z tym szkody. Eksperyment obejmował trzy grupy. Jednej nie sugerowano żadnej kwoty – średnia deklarowana wpłata wyniosła 64 dolary. Drugą grupę zapytano, czy byliby skłonni przekazać 5 dolarów – tu średnia deklarowana wpłata spadła do 20 dolarów. Trzecią grupę zapytano, czy byliby skłonni przekazać 400 dolarów, wówczas deklarowana kwota wzrosła do 143 dolarów.
  3. Handel internetowy. Kwota „kup teraz” staje się kotwicą, która sugeruje nam ile powinniśmy być gotowi zapłacić za produkt.
  4. Aukcje dzieł sztuki. Kotwicą jest szacowana wartość dzieła.
4. Z czego bierze się nasza pewność i dlaczego warto mieć do niej ograniczone zaufanie?
Nasza pewność nie musi wynikać z wiedzy. Nasza (i cudza) pewność może być złudzeniem i wynikać z różnych skrótów myślowych, do których skłonny jest nasz umysł niezależnie od tego, czy skończyliśmy szkołę podstawową, czy mamy już tytuł profesora.
Umysł ludzki woli rzeczy łatwe, znajome i spójne od trudnych (złożonych, wymagających namysłu), nieznanych (obcych), niespójnych (w których brakuje konsekwencji, logiki, jednorodności).
Jeśli ktoś jest ładny i sympatyczny, to chętnie przypiszemy mu inne pozytywne cechy, np. życzliwość i szczodrość (efekt halo) zamiast wstrzymać się z uogólnieniem czekając na lepsze poznanie.
Jeśli ten ładny i sympatyczny pan zostanie oskarżony o przemoc domową trudno nam będzie w nią uwierzyć, bo zaburzy to spójność naszej opowieści, którą już zdążyliśmy sobie stworzyć w naszej głowie na temat tego człowieka (tak naprawdę go nie znając).
O ile za pierwszym razem trudno nam w coś uwierzyć, o tyle za dziesiątym, dwudziestym powtórzeniem zaczynamy oswajać się z prezentowaną nam tezą, nawet jeśli nie towarzyszą jej uzasadnienia i wyjaśnienia.
Jeśli łatwo przypominamy sobie przykłady (np. katastrof lotniczych), przypominamy sobie je ze szczegółami i towarzyszą temu emocje, (heurystyka dostępności i heurystyka afektu) to będziemy skłonni przeszacowywać ryzyko śmierci związane z podróżą samolotem i bardzo możliwe że równocześnie niedoszacowywać szkodliwości podróży samolotem dla środowiska.
Dlaczego? Szczegóły katastrof lotnicznych to ulubiony temat mediów, którym łatwo rozniecić emocje i zwiększyć zainteresowanie portalem lub gazetą. Spalanie paliw kopalnych i ich wpływ na środowisko i klimat, choć niezaprzeczalne, nie są tak łatwe w opisaniu i wzbudzaniu emocji, a co za tym idzie nie są tak często opisywane, zapamiętywane i przypominane.
Jeśli zależy nam na większej pewności co do naszej pewności, warto zadawać sobie pytania o te skróty myślowe, np. czy moja pewność bierze się ze statystyk czy z paru barwnych przykładów, które mam w głowie? Czy sympatyczność koniecznie wiąże się z życzliwością i szczodrością? Czy bycie ekspertem w jednej dziedzinie czyni kogoś ekspertem w innej? Czy ekspert często zapraszany do telewizji jest wiarygodny dlatego, że opowiada spójną historię, emanuje pewnością siebie? Innymi słowy, musimy włączać System 2 – myślenie wolne i refleksyjne.